wtorek, 16 kwietnia 2013

Pan z Detroit



Czasem sama się dziwię, że kończąc prace dajmy na to o 1:30 jestem w stanie zrobić tak dużo. Tej nocy dostałam nawet więcej niż zwykle. Szybko ogarniając się tuż przed wyjściem z pracy wiedziałam, że chce trafić dokładnie na wejście za decki tego oto Pana z Detroit. Jakoś tak podskórnie czułam, że to będzie dobry set i że nie powinnam ominąć tak dobrego wydarzenia w R3.

Przyznaje, tłum ludzi zdziwił mnie przeogromnie. I nawet nie mam ochoty zastanawiać się kto tak naprawde trafił tam z przypadku, a kto dokładnie wiedział po co tej nocy zagląda na Mikołajską 3. Ja osobiście tak dobrych Rozrywek nie widziałam i nie słyszałam od bardzo dawna. Przez moment nawet pod względem poziomu muzyki i ilości ludzi na dancefloorze poczułam się jak na secie Jacka Sienkiewicza kawał czasu temu. To co dostałam muzycznie przeszło moje jakiekolwiek oczekiwania. Dwie godziny różnorakich brzmień, dwie godziny tańca, dwie godziny ogromnej przestrzeni. Swoboda, radość, brak jakichkolwiek myśli w głowie. Nic tylko dźwięki, oczyszczające, przygniatające do podłogi i znów rzucające w niepoznane wcześniej krainy.

Eddie Flashin Fowlkes absolutnie zawładnął Rozrywkami ostatniej soboty. Żal było mi schodzić z danceflooru by kupić sobie colke i móc tańczyć dalej. Od pierwszych dźwięków jakie usłyszałam pod samymi głośnikami byłam pewna, że nie chce by ten set kończył się kiedykolwiek. To jak ten człowiek porusza się w dźwiękach jest absolutnie czymś niesamowitym i zaskakującym. Żaden z Jego wałków dostępnych w Internecie nie jest w stanie odzwierciedlić tego z jaką łatwości i precyzją Eddie zmienia tempo i wpuszcza publike w dany stan. Od elektroniczno-minimalistycznych brzmień, poprzez miękkie i przyjemne soulowe wokale, przedziera się do eksperymentalnych wysokich tonów wręcz zmuszających ludzi do krzyczenia i wyładowywania swojej energii. Techno mieszające się z disco, a właściwie disco skondensowane z jednolitym brzmieniem. Każde przejście to inny świat, każdy kolejny wałek to duma na twarzy Eddiego. U niego wszystko jest efektem czegoś. Coś rodzi się z czegoś. Set będący łańcuchem gatunków, tak jakby w ogóle nie istniały. Bo co to właściwie znaczy techno soul? To klamra zamykająca w sobie to, co Flashin serwuje zza decków. Do teraz jestem pewna, że tak naprawde ta klamra to tylko próba nazwania gatunku, w którym porusza się ten Pan.

Uwierzcie, nie trzeba określać w jakiej muzyce porusza się Fowlkes. Widząc co dzieje się ze mną samą i z ludźmi dokładnie w takim samym transie jak ja jestem pewna, że oprócz tego nazwiska nie potrzeba nic więcej. Odnosiłam wrażenie, że z każdym kolejnym dźwiękiem publiczność jest zaskoczona, zafascynowana i podekscytowana jeszcze bardziej. Bezcenny widok krzyczących i tańczących ludzi do dźwięków wywołujących absolutnie różnorakie reakcje. Czyszczący prysznic. Jakby wszystko przestało istnieć.  


Co dziwne, Fowlkes swój pierwszy singiel wydał w 1986r., a ostatni raz w Polsce był w 1990r(strach pomyśleć, że nawet nie było mnie wtedy na świecie) i powrócił właśnie teraz do naszego kraju, by udowodnić, że Jego muzyka zyskuje z każdym rokiem, a Jego osoba jest jedną z najważniejszych postaci na scenie techno i house. Niesamowicie przyjemny człowiek, który po swoim secie ot tak, schodzi do publiki by sobie pogadać z ludźmi, którym przed momentem najprzyjemniej na świecie roztrzaskał umysły. Bardzo otwarty i pozytywny. Przypomniał mi KRTS'a, którego poznałam w bardzo podobny sposób również w R3 po Jego przecudownym secie. Cóż tu dużo mówić, mam słabość do dj'ów, którzy z jednej strony rozmawiają z publiką dźwiękami, próbując ją wyczuć, sprawdzając na wiele sposobów po czym ot, po secie, schodzą do ludzi by po prostu napić się piwa i wymienić się wrażeniami. 

Muszę też przyznać, że przyjemnie jest widzieć Discomule w tym wydaniu, w którym miałam szanse już go usłyszeć w Alchemii, o czym wspominałam przy okazji posta o 'urodzinowych wojażach'. Ładna selekcja, przyjemne pociągnięcie atmosfery setu Eddiego. Bardzo dobrze patrzyło się i słuchało jak Burczyn przejmuje decki z rąk Flashina, do którego Piotrek, jak mniemam ma ogromny szacunek.  Zresztą, było to słychać w secie i bardzo ambicjonalnym podejściu do faktu, iż ma zaszczyt wchodzić zaraz po wyczynach gwiazdy. Absolutnie skojarzyło mi się to z OSTRym, który ostatniej wiosny supportował w Soho Factory Mos Def'owi i na scenie pokazał się od razu ze skrzypcami, dając zdecydowanie jeden z najlepszych koncertów, jakie widziałam w Jego wykonaniu. Tak właśnie Discomule zawładnął dancefloorem po miażdżącym secie Fowlkesa, co trzeba przyznać jest nie lada wyczynem. Tym milej, że sam Eddie co chwile przy barze wołał 'niiiice, good stuff, good music'.

Także, kto nie zna Eddiego Flashina Fowlkesa niech nadrabia, a każdy kto nie zawitał do R3 13 kwietnia niechże żałuje, bo ominęła go uczta muzyczna wprost z Detroit! Absolutnie dobrze, że tacy ludzie jak Maciek Kozina znany w światku djskim jako Rewelacyjny Luciano chcą i sprowadzają do nas takie muzyczne osobowości! 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz