Jeśli mam być szczera, to właśnie piątkowa noc zaskoczyła
mnie najbardziej. Już dawno zrozumiałam, że kończąc pracę o 2 w nocy jestem w stanie
zrobić i usłyszeć dużo. Drugi raz w życiu w tej piwnicy usłyszałam coś co
wywołało we mnie tak ogromne zaskoczenie. Po raz pierwszy (już jakiś czas temu,
żegnając Czarną -jedną z najciekawszych osobowości Alchemii), kiedy usłyszałam
przyjemne połączenie hh z drum’n’bassami i dubstepami w wykonaniu Leszka aka Dj Contesty, który swój set rozpoczął od Franka
Kimono i poprowadził wszystkich obecnych w niesamowicie przyjemną i dobrą muzyczną
wędrówke. Po raz drugi ‘prywatną’ sesje z dźwiękami zaserwowali mi właśnie
Discomule i Senor Soul! Nie spodziewałam się, że usłyszę w zupełnie nieznanej
mi wcześniej odsłonie krakowskich djów, którzy swoim setem z każdym wałkiem
rozczulali moje uszy jeszcze bardziej. Duet Discomule i Senor Soul to zdecydowanie
połączenie idealne! Szczególnie Discomule tj. Burczyn pokazał się z zupełnie
innej muzycznej strony, która w przeplocie z kawałkami Senor Soula wybudowała
bardzo przyjemną całość. Dźwięki chłopaków przeplatały się jak warkocz, jeden
po jeden, przenikając całą(niestety prawie pustą) przestrzeń alchemicznej
piwnicy. Przyjemnie jest widzieć i
słyszeć djów, którzy znają się na tyle, że z dużą swobodą i smakiem tworzą tu i
teraz tak dobry, idealnie wyselekcjonowany set.
http://www.youtube.com/watch?v=6W6zniId77Y To jedna z burczynowych perełeczek tego setu, którą w odpowiedzi Senor Soul
przypieczętował Blake’iem http://www.youtube.com/watch?v=sIItIq_W3eE Nie trudno sobie
wyobrazić, jak dobre dźwięki słyszałam tej nocy!
Nie przeczę, że trudno w swoje urodziny funkcjonować na
kacu, wiedząc, że ma się jeszcze ogrom do zrobienia, ale zdecydowanie piątkowa
noc była tego warta. I MiŚ’owe projekcje w Mandze z puszką colki w dłoniach to
również najlepszy z możliwych pomysłów na wyleczenie się z wszelkiego
zmęczenia. Potem już było tylko lepiej: małe grono bliskich na obiadku, dobre winko i
znów Alchemia, w zupełnie innej odsłonie, z ulubioną ekipą za każdym z barów.
Sina. na początku swojego setu nieco przynudzał, jakby
totalnie nie mógł się odnaleźć w tej przestrzeni, z tą publiką. Z każdą chwilą
jednak dało się słyszeć, że zaczyna się oswajać, że jak ryba w wodzie zaprasza
do oceanu pełnego dobrych dźwięków. Nigdy w życiu nie wypaliłam tylu „klepsydr
czasu”, bo z końcem kolejnego papierosa nie byłam w stanie po prostu wyjść i
nie popływać w tych brzmieniach. Z głośników słychać emocje, najżywsze i bardzo
zróżnicowane, przyprawione melodyjnymi i mocnymi dźwiękami. Barry Gordon wydawał się być bardzo zaskoczony
słysząc wiwaty i oklaski spod sceny, zdaje się być bardzo pokornym i nieśmiałym
człowiekiem. Jakby uważał, że to co przekazuje muzyką jest właśnie tym co ma do
zaoferowania światu i jego osoba już nie jest tak ważna. Nie mogłyśmy się
powstrzymać, by po secie zaprosić Go na orzechóweczke (która w rezultacie stała
się piołunówką, gdyż był bardzo ciekaw jak smakuje), by podziękować Mu za dźwięki
i nastrój, w który nas wprowadził. Widać mamy szczeście wraz z moją towarzyszką
podróży do Panów z Project Mooncircle, wliczając w to rzecz jasna KRTS’a, który
do tej pory przyjeżdżając do Polski maluje na naszych twarzach uśmiech! Trzeba
też przyznać, że Minoo z Asfalt Records stworzył idealne podwaliny i podstawe
pod seta gwiazdy, wprowadzając publikę w nieco tajemnicze i mroczne muzyczne
rejony, stwarzając niepowtarzalny klimat, który Sina. podbijał podczas swego
setu. Support godny braw!
Kto nigdy nie słyszał Barry’ego Sina. Gordona niech nadrabia: http://www.youtube.com/watch?v=9ioyZZafOMg !
Sobota rzecz jasna nie skończyła się na Sinie. Zaraz później pobiegłyśmy
na Kassem Mosse do Pauzy, którego wybaczcie pamietam jak przez mgłę, gdyż to
tańczyłam, to cieszyłam się kolejnymi osobami, które spotkałam i z którymi
marzyłam by porozmawiać choć chwilę. Na pewno tanecznie, imprezowo. Klub Pauza
ostatnio pozwala sobie, by gwiazdy rozpoczynały set koło 1:30/2 co jest
wyśmienitym pomysłem, bo bez względu na to co dzieje się na mieście, można
skończyć w Pauzie przy naprawde dobrych dźwiękach. Pamietając jednak Kassem’a z
Nowej Muzyki jestem przekonana, że całościowo set był wyśmienity. Nowomuzycznie
Mosse wywoływał we mnie dreszcze, tym razem w Pauzie ilekroć wychodziłam na
parkiet zapominałam o całym świecie skąpana w dźwiękach.
http://www.youtube.com/watch?v=L0xg8RxCPyw czegóż innego można się spodziewać!
Noc skończyła się rzecz jasna porankiem w Rozrywkach 3, z
niedzielną pobudką o 15 i biegnięciem jak na zabicie do Mangi. Tym razem nieco
odmóżdżające filmy, pełne groteski i absurdu( szczególnie o groupies).
Inne cele na niedziele zaserwowały mi koncert O.S.T.R.’a i
Hadesa z Ich nową płytą na sam koniec mego weekendowego dnia. Powiem tyle, że Ostry ciągle
freestyluje najlepiej, ma w sobie dobrą energie i oprócz nowego materiału można
było usłyszeć stare dobre teksty. Hadesa chyba nie jestem w stanie mimo
wszystko polubić. Na pewno wolę go słuchać niż na Niego patrzeć, szczególnie
gdy dobrze widać, że wypił i wypalił już swoje tego dnia i wcale nie pomaga Mu
to w rapowaniu, o freestylach nie wspominając. Koncert udany, choć przykro jest się czuć starą pośród
rówieśników lub niewiele młodszych ode mnie. Szkoda również, że główna tematyka koncertu to palenie joitów, jakby Panowie na przestrzeni swoich tekstów nie mówili o niczym więcej. Zaskoczenie tym większe, że ochrona na bramkach sprawdzała nawet co sie ma w paczkach po papierosach!
Jedyne czego żałuje, to tego, że nie zdążyłam w tym biegu zaglądnąć do Domu Kolejarza, zresztą sami zobaczcie jak pięknie bawiła się Muzyka i Świat! : http://muzyka.onet.pl/galerie/festiwal-muzyka-i-swiat-potancowka-w-domu-kolejarz,5452187,0,galeria-mala.html
Jedyne czego żałuje, to tego, że nie zdążyłam w tym biegu zaglądnąć do Domu Kolejarza, zresztą sami zobaczcie jak pięknie bawiła się Muzyka i Świat! : http://muzyka.onet.pl/galerie/festiwal-muzyka-i-swiat-potancowka-w-domu-kolejarz,5452187,0,galeria-mala.html

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz