Doświadczanie muzyki to jedno z najprzyjemniejszych emocji jakie spotykają człowieka. Dźwięki, które są w stanie cie wzruszyć, poruszyć, rozśmieszyć i rozczulić. W tym temacie u mnie jak zawsze bogato, jestem tak samo uzależniona od dźwięków jak od doświadczeń, głód goni głód.
Gród Kraka pod względem koncertów wyjątkowo zachwyca ostatnimi czasy. Od większych wydarzeń do tych zupełnie kameralnych. I tymże sposobem trafiła się perełka w całym kuferku październikowo-listopadowych prezentów.
O kim mowa? Xenia Kriisin.
http://www.youtube.com/watch?v=6XN3dWV5n9U
Jedyny w czasie ich trasy koncertowej występ w wersji akustycznej. W iście kameralnej MostowejArtCafe, jednej z moich ulubionych knajpek w mieście. I słyszę, Xenie wraz z trzema przecudownymi, o iście szwedzkiej urodzie, dziewczętami, które absolutnie podbijają całą magiczność występu samej Kriisin. Perkusyjnie: Panicz zupełnie znikąd, pozornie nie pasujący do reszty, ale wyjątkowo uroczy, jakoś tak wzbudzający sympatię od zaraz.
Słychać absolutnie wszystko, każdy szmer, każdy oddech, każde pojękiwania dziewcząt. Poruszająca i plastyczna mimika twarzy Xeni wzrusza i wzmacnia dźwięki płynące jakby z wnętrza artystki. Ona sama jest niczym dyrygent, niczym matka, która prowadzi zarówno swój zespół, jak i publiczność poprzez wiatry, doliny i góry. Dźwięki absolutnie pobudzają wyobraźnie, cały koncert jest wędrówką, iście przyjemną, bezpieczną, eteryczną. Emocjonalność, od skrajności w skrajność. Poruszający głos Xeni i cudowność zabawy głosem, od rezonowania, aż po szepty, to majstersztyk w wykonaniu artystki.
Bliskość z zespołem i emocjami, które każdy z nich osobno wytwarza i przekazuje to doświadczenie poniekąd sakralne. Nawet Kriisin podczas koncertu mówiła o magiczności grania w tak małej przestrzeni, w tak ścisłym kontakcie z publicznością. Ich stroje, zachwyt nad czerwonym winem i niesamowita otwartość sprawiły, że chyba każdy poczuł się na koncercie jak u siebie, jakby w domowych pieleszach ktoś przemiło zachwycał zmysły.
Polski menager zespołu to tylko i aż wisienka na torcie. Ich przyjaciel, niesamowicie otwarty jak oni sami człowiek, który już dawno zachwycił się skandynawską muzyką i kulturą, a obecnie przemyca ją do ojczyzny. Moje serce, gdy spotykam takich ludzi-przyglądam się im, podsłuchuje ich rozmowy- z zachwytu podskakuje prawie do gardła!
http://www.youtube.com/watch?v=AAfevmKiumk&feature=relmfu
Cudownie, że knajpka na Mostowej 8 zafundowała mi tak przyjemny, wtorkowy wieczór. Niechże mgła rozpościera się nad całym Grodem, a grzane jabłkowe wino w ArtCafe smakuje zawsze tak samo, jak przy dźwiękach Kriisin! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz