Dopiero połowa lutego, a mi już wydaje się, że ten rok trwa całe wieki. Postanowienia noworoczne nieco odeszły w niepamięć, a cug goni cug. Kawa i sok ananasowy towarzyszą tylko stanom wirujących przestrzeni i zamglonego spokojnego świata, w innych przypadkach pozostaje już tylko orzechóweczka, stary piernik i malibu z colką. Coli ogólnie dużo w tym roku, ta z puszki rzecz jasna najlepsza. I niezmiennie krem z pomidorów, po który mogłabym wychodzić równie dobrze podczas spaceru z psem.
A co się dzieje w tym mieście? Jedni przyjeżdżają, inni wyjeżdżają. Jedni przejazdem, inni na stałe. A świat zaczyna nabierać rozpędu bo to meteoryty spadają z nieba, to wiosne czuć coraz bardziej wyraźnie.
Jedno nie zmienia się na pewno. Płatne wstępy w klubach, szczególnie na imprezach znanych jedynie w danych kręgach, odstraszają kapryśną krakowską publiczność. W ogóle 'wstęp' to jakieś nieprzyjemne słowo narzucające tone pytań: a ile? do której? była przedsprzedaż? a jest jakaś lista?
Może faktycznie bycie na liście to oznaka jakiejś pozycji społecznej, wiecznie poszukiwanego poczucia wyższości i prestiżu. To jak kupowanie na zniżce piwa albo innego trunku, wspominając, że zna się tego i tamtego. I jedno i drugie mnie smuci.
Owszem owszem, jest mi miło kiedy znajduje się na którejś z tych wspaniałych list- ale tak czy siak coś tam zawsze zapłace. Chyba bardziej jestem przejęta, że mogłabym nie wejść przez to moje spóźnialstwo, niż że zapłace więcej bo przecież taniej było do 23. Ale czy wstęp to faktycznie powód by zawrócić z drogi? Może gdyby ludzie wreszcie zaczęli się orientować wcześniej co gdzie się dzieje, to nie przerażaliby się na wejściu, że tu muszą rzucić 5'tke, a tam 20'tke. Pewnie idealizuje świat za bardzo, bo jak to tak, nie dość, że na co dzień wszystko zaplanowane to i weekend też powinnam? ;)
Za to! Pauza wczoraj bardzo przyjemna. Jozif i przyjemne deep house'y wchodziły najlepiej na świecie. Set ze wzlotami i upadkami, ale o tych drugich zapominało się w mig, kiedy Pan za deckami raczył dźwiękami niespodziewanymi, poruszającymi i wyzwalającymi energie. Sinusoida dźwiękowa przyprawiona najdziwniejszymi wizualami jakie przyszło mi ostatnio oglądać. Dziękowałam losowi, że piątkowy wieczór okazał się dość stabilny, a odbiór bodźców był znacznie łatwiejszy niż ostatnio. Jakoś tak tylko chłód było czuć na tym dancefloorze, bo i ludzi mało i jacyś totalnie dziwni. Przyjemnie było na to tak spoglądać w tych housowych pląsach. Płatna bramka mimo odstraszenia swoją ceną przyciągnęła tych, którzy dokładnie wiedzą co robią tego wieczoru w podziemiach Floriańskiej.
http://www.mixcloud.com/lavrberzhanin/love-message-vol6-by-dj-format-uk/
Dziś podekscytowanie, bo licze na to, że Alchemia przyciągnie tłumy i nawet płatny wstęp nie zdoła nikogo odstraszyć. Odkąd obudziłam się dzisiejszego poranka pełna siły i energii sprzątam i otwieram okna na oścież w dźwiękach serwowanych przez Dj Formata. Dzisiejszy wieczór to uczta, którą mi będzie dane oglądać od wewnątrz, polewając wódke i bawiąc się najwyborniej z jedną z najcudowniejszych kobiet jakie poznałam odkąd zaczęłam pracować w tym miejscu. Dziś jedna z nocy, kiedy praca jest łączeniem dobrego z pożytecznym! Obym zdołała uzbierać na nowe buty, a dźwięki mimo wszystko docierały do mnie najpiękniej! Ekscytuje się! Do zobaczenia:) !
https://www.facebook.com/events/124680341040033/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz