Doświadczyłam ostatnio jednego z lepszych przeżyć związanych
z muzyką w moim życiu. Zaskakująco, spontanicznie, o dziwo przygotowana do tej
przemiłej podróży. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym przeoczyć to wydarzenie,
mimo, że ekscytowałam się dużo mniej niż przy innych, na których oczekiwałam
jakiś szmat czasu. Te kobiety pojawiły się z nikąd i pokazały mi(dały usłyszeć)
zupełnie inny, ciekawy świat. Zmieniały przestrzeń Pauzowej piwnicy, nie dały
przejść obojętnie, wdzierały się swoją muzyką wszędzie i nie pozwalały się
wyrwać ani na chwile(chyba, że na
papieroska jakoś w progu).
Mowa
rzecz jasna o Blond:ish( zaproszone do Polski przez C&C bookings i Niestrudzonych Pielgrzymów: Tamila i Jacka) które w przedostatnią sobotę zawładnęły Pauzą, której
Jacek ‘mówi(ł) dobranoc. Impreza pożegnalna godna menagera muzycznego miejsca,
które pozwoliło mi usłyszeć i poznać tak wiele dźwięków. Imprezy legendarne,
nieprzyzwoicie beztroskie i przepełnione dobrym brzmieniem. To przemiło, że tuż
przed końcem udało się te panie sprowadzić i dać się ponieść sterom Blond:ish.
Wracając
jednak do początku tej nocy los pozwolił usłyszeć artystów, którzy dźwiękami
przekazują wszystko, poniekąd ekshibicjonistycznie poniekąd odlegle. Działając
na emocje, nastroje swoich słychaczy. Mat Karmil, którego przyjemność miałam
usłyszeć na Barce(która coraz mocniej zakreśla się na mapie imprezowej Krakowa,
z przestrzenią danceflooru, dobrym sound’em i klimatem łodzi podwodnej) wraz z
moimi towarzyszkami podróży pozwolił nam posłuchać i zobaczyć nieco przestrzeni
w muzyce. Kilkukanałowe podsłuchiwanie dźwięków, które jakby wydobywały się z
wnętrza samego Karmila. Wszystko dookoła ładne, a Mat swoim setem pozwalał się
zastanowić, troche potańczyć, sobie się wsłuchać. Sprawiający wrażenie
zwinnego, jakby wstrzeliwując się w moment. Bardzo przyjemne!
Mimo tego, że wraz z towarzyszką
muzycznej podróży(druga już dotarła) zastanawiałyśmy się chwile, czy
właściwie pomysł zmierzania na Floriańską jest dobry, zdecydowałyśmy się. Nawet
dobrze ten spacer nam zrobił, to miasto przecież takie ładne. Docierając na
miejsce nie spodziewałyśmy się tego, że wraz z wejściem na dancefloor nastąpi
nasz ‘log out’ i teraz liczyć będą się tylko dźwięki. Blond:ish u sterów,
dźwiękami zmieniają przestrzeń każdego zakamarka tej piwnicy. Każda z nich nie
strzela na ślepo, b2b przeplatane występami solo sprawdza się najlepiej na
świecie. Żaden ruch nie jest nie na miejscu, z każdym kolejnym numerem wydawało
się, że publiczność jest coraz głębiej i głębiej w muzyce. Rozglądałyśmy się
nawet dookoła i jednogłośnie stwierdziłyśmy, że dawno nie byłyśmy w Pauzie
wśród tak skupionych na dźwiękach ludzi. Ostatni raz chyba na Long Arm, kiedy
każdy dokładnie wiedział po co tu przyszedł i czego potrzebuje. Tej soboty było
dokładnie tak samo. Dziewczyny raz podkręcały tempo, raz zawieszały dźwięki na
krawędziach. Bawiły się umysłami i doznaniami, same wyglądały na zafascynowane
tym co się wydarza, same pozwalały sobie na emocje. Przerzucając się, raz jedna
raz druga, utrzymywały ciągłość i nie przestawały się droczyć, a każda z osobna
ukazywała swoją niepowtarzalną wrażliwość na dźwięki. Publika chciała więcej i
więcej, a one to dawały. Niosły całą tą przestrzeń. Zaskakiwały trzaskami i szmerami,
były intrygujące, zmysłowe i sensualne. Jedyne w swoim rodzaju. Poruszające
najdziwniejsze zakamarki głowy. Miło to było usłyszeć, miło było tego doświadczyć.
https://www.youtube.com/watch?v=KANvX14WJBc Myśle jednak, że tego typu sety jak tamtej nocy po prostu trzeba było
usłyszeć, albo łapać te panie gdziekolwiek się pojawią w którymkolwiek z miejsc
wówczas będziecie.
Pierwszy raz w tym miejscu
poczułam taką dobrą energię. Pierwszy raz od samego początku seta gwiazd za konsolami czułam,
że będzie to coś wyjątkowego i jedynego w swoim rodzaju. Dużo ciekawych ludzi, ogrom niepowtarzalnych dźwięków. Tylko
się wsłuchać i nie odklejać się od podłogi. Otwierać siebie z każdym szelestem.
Majstersztyk na Dobranoc!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz